Cóż, przepraszam
Was, że tak długo nie pisałam notki, jednak ostatnio miałam po
prostu mniej czasu.
Heh, ostatnia była
jeszcze przed rajdem. Więc na rajdzie było super i cool. Łaziliśmy
po górach jak zwykle narzekając na długość trasy i postoi.
Wymyślaliśmy sposoby na Magdę (nie pytajcie, to długa historia) i
przegadaliśmy caaałą wycieczkę. W efekcie niewiele słuchając,
ale co tam. Poznaliśmy Zeusa (yay!), który jest psem. Lou i Oti
próbowały go oswoić, a ten no i tak przywiązał się najbardziej
do Lou. Noce przebiegały w miarę spokojnie (W MIARĘ), oprócz
inteligentnych dziewczyn, które grały w nocy na tablecie, za co
dostały opiernicz. Star znalazła w takiej szopie starą taczkę i
woziliśmy się na niej 8D Okazało się, że w gospodarstwie obok
urodziły się małe kotki! Takie sweet <3 Tylko nie zdążyłam
wziąć ich na ręce. <foch> Konkurs poszedł mi dobrze, 7
miejsce bodajże. Przyjechaliśmy o 22, a dzień później miałam
rano tańczyć. Kminicie to? Masakra. Na dodatek, o 14 miałam ślub
kuzyna. I jak tu się nie wykończyć? Jadłam, bawiłam się do 4,
bo wtedy przyjeżdżał bus. Niestety, nikt z naszej rodziny nie był
zdolny do prowadzenia pojazdu :D Potem chodziłam jak zombie, ale
cóż.
Boże, mam jakąś
zdolność pakowania się w konkursy. Teraz kolejny recytatorski i
jeszcze rajd (idę na krajoznawczy). Przestaw się z Beskidu N. na
Bieszczady. Epf.
Dostałam również
wyniki Olimpusa z historii i nie uwierzycie, ale... DOSTAŁAM
PIERWSZE MIEJSCE! Na CAŁĄ Polskę. Wiem, że z kilkoma innymi
uczniami, ale PIERWSZE MIEJSCE! Mój zaciesz nie zna granic. Like a
boos.
Ostatnio robiliśmy
na WF-ie przewroty. Ja tak sobie normalnie robię, a tu pan mnie
ciągle i chwali i mówi innym, żeby robili jak ja. O co kaman?
Gościu nigdy aż tak bardzo tego nie mówi. O.O
Na ostatniej lekcji
właśnie WF-u, ustaliłyśmy jak będziemy wyglądać w komiksach z
codziennego życia jako zwierzęta. Bardzo długo to rozkminiałaśmy,
ale doszłyśmy do wniosku, że Star będzie półdzikim dachowcem z
rodzicem nierasowym persem i dachowcem xDD Lou to chyba koń, tylko
nie wiem jakiej rasy, a ja, czyli Violet, inaczej Shavie (Kicałka)
jesztę królikiem miniaturką, który wcale nie jest taki mały.
Na dzisiejszy polski
mieliśmy napisać wypracowanie, legendę o uśmiechu. Miałam
ogromny przypływ weny, pisałam to kilka godzin, ale wyszło w końcu
8,5 strony. Oh my gosh.
Ale za to opłacało
się, zarobiłam szósteczkę. Boż, ile to czytałam xD Na matmie
nie było nic ciekawego, religia upłynęła na oglądaniu filmu o
księdzu Bosko, angielski -
powtórzenie. A na
hiście był sprawdzian. No! Pomyliłam dwie daty, kij.
Ostatnia to
plastyka, zastępstwo = komputery. Wpadliśmy do klasy jak busz, pani
powiedziała, że już więcej nas nie zabierze xD Następna lekcja
to kółko turystyczne, przerzucaliśmy się na wiedzę o
Bieszczadach. Kurde, że ja coś jeszcze pamiętam...
Więcej Was nie
zamęczam, hejo!






Ta Dashie na końcu jak SSJ wygląda xDDD
OdpowiedzUsuńSuper Dash :D
OdpowiedzUsuń