wtorek, 4 czerwca 2013

Czy właśnie tak wygląda czerwiec?

Cóż, przepraszam Was, że tak długo nie pisałam notki, jednak ostatnio miałam po prostu mniej czasu.




Heh, ostatnia była jeszcze przed rajdem. Więc na rajdzie było super i cool. Łaziliśmy po górach jak zwykle narzekając na długość trasy i postoi. Wymyślaliśmy sposoby na Magdę (nie pytajcie, to długa historia) i przegadaliśmy caaałą wycieczkę. W efekcie niewiele słuchając, ale co tam. Poznaliśmy Zeusa (yay!), który jest psem. Lou i Oti próbowały go oswoić, a ten no i tak przywiązał się najbardziej do Lou. Noce przebiegały w miarę spokojnie (W MIARĘ), oprócz inteligentnych dziewczyn, które grały w nocy na tablecie, za co dostały opiernicz. Star znalazła w takiej szopie starą taczkę i woziliśmy się na niej 8D Okazało się, że w gospodarstwie obok urodziły się małe kotki! Takie sweet <3 Tylko nie zdążyłam wziąć ich na ręce. <foch> Konkurs poszedł mi dobrze, 7 miejsce bodajże. Przyjechaliśmy o 22, a dzień później miałam rano tańczyć. Kminicie to? Masakra. Na dodatek, o 14 miałam ślub kuzyna. I jak tu się nie wykończyć? Jadłam, bawiłam się do 4, bo wtedy przyjeżdżał bus. Niestety, nikt z naszej rodziny nie był zdolny do prowadzenia pojazdu :D Potem chodziłam jak zombie, ale cóż.
Boże, mam jakąś zdolność pakowania się w konkursy. Teraz kolejny recytatorski i jeszcze rajd (idę na krajoznawczy). Przestaw się z Beskidu N. na Bieszczady. Epf.
Dostałam również wyniki Olimpusa z historii i nie uwierzycie, ale... DOSTAŁAM PIERWSZE MIEJSCE! Na CAŁĄ Polskę. Wiem, że z kilkoma innymi uczniami, ale PIERWSZE MIEJSCE! Mój zaciesz nie zna granic. Like a boos.



Ostatnio robiliśmy na WF-ie przewroty. Ja tak sobie normalnie robię, a tu pan mnie ciągle i chwali i mówi innym, żeby robili jak ja. O co kaman? Gościu nigdy aż tak bardzo tego nie mówi. O.O



Na ostatniej lekcji właśnie WF-u, ustaliłyśmy jak będziemy wyglądać w komiksach z codziennego życia jako zwierzęta. Bardzo długo to rozkminiałaśmy, ale doszłyśmy do wniosku, że Star będzie półdzikim dachowcem z rodzicem nierasowym persem i dachowcem xDD Lou to chyba koń, tylko nie wiem jakiej rasy, a ja, czyli Violet, inaczej Shavie (Kicałka) jesztę królikiem miniaturką, który wcale nie jest taki mały.
Na dzisiejszy polski mieliśmy napisać wypracowanie, legendę o uśmiechu. Miałam ogromny przypływ weny, pisałam to kilka godzin, ale wyszło w końcu 8,5 strony. Oh my gosh.



Ale za to opłacało się, zarobiłam szósteczkę. Boż, ile to czytałam xD Na matmie nie było nic ciekawego, religia upłynęła na oglądaniu filmu o księdzu Bosko, angielski -
powtórzenie. A na hiście był sprawdzian. No! Pomyliłam dwie daty, kij.



Ostatnia to plastyka, zastępstwo = komputery. Wpadliśmy do klasy jak busz, pani powiedziała, że już więcej nas nie zabierze xD Następna lekcja to kółko turystyczne, przerzucaliśmy się na wiedzę o Bieszczadach. Kurde, że ja coś jeszcze pamiętam...
Więcej Was nie zamęczam, hejo!









2 komentarze: